Krym Lwów Czarnochora

Kilka słów wyjaśnienia

do góry

Od mojej wyprawy na Ukrainę minęło już sporo czasu. Wszystkie informacje zamieszczone w tym serwisie są wynikiem (prawie) tylko i wyłącznie moich spostrzeżeń, wrażeń i odczuć jakie doświadczyłem 17 lat temu (rok 2000), w czasie niezapomnianych 3-tygodniowych wakacji.

Zdaję sobie sprawę z tego, że duża część informacji jest już nieaktualna. Dlatego nie chcę, aby ten portal przesądzał całkowicie o Waszych wyborach co do planu wyjazdu.

Jałta była wtedy raczej mało znana wśród Polaków. Biura turystyczne nie miały w swojej ofercie zwiedzania Półwyspu Krymskiego. Jeśli można było spotkać Polaków na Krymie, to raczej zapaleńców, którzy tłukli się - tak jak my - kilkadziesiąt godzin w pociągu. Po naszyn powrocie z wyprawy zauważyłem, że Krym staję się coraz bardziej popularny. Zaczęto organizować kilkudniowe wyjazdy w tamte rejony, przede wszystkim do Jałty.

Dlatego jeszcze raz powtarzam - niektóre informacje są już zdezaktualizowane (np. "Formalności "), inne pozostaną na wieczne czasy prawdziwe :) (np. "Przewodnik ").

Autor

Podróż

do góry

Czym najwygodniej dojechać? Najwygodniej jest oczywiście samolotem. Najwygodniej i najszybciej. Bilet ze Lwowa do samego Symferopola kosztuje ok. 80 $, tak wiec podróż tam i z powrotem powinna wynieść ok. 150 $. Oczywiście wychodzi to drożej niż pociągiem, ale -jak wspomniałem -nie traci się tyle czasu, a podróż nie jest już taka uciążliwa.

Można też oczywiście jechać pociągiem, jednak należy uzbroić się w cierpliwość, ponieważ podróż na Krym trwa prawie 36 godzin. Trzydzieści sześć godzin w pociągu, bez przesiadki, z krótkimi postojami może naprawdę wykończyć.

W wakacje pociąg z Warszawy do Symferopola jeździ tylko raz w tygodniu. Przekracza granice w Dorohusku i jedzie m.in. przez Kijów i Zaporoże. Podróż trwa 36 godzin. Wyjechaliśmy z Lublina w nocy o wpół do pierwszej, a na Krymie byliśmy dwa dni później, ok. czwartej po południu. Pociąg ten był najwygodniejszym środkiem transportu jakim jeździliśmy na Ukrainie - w miarę czysty i nie przepełniony. A co najważniejsze w środku było chłodno, co jest bardzo ważne, bo w miarę przesuwania się na południowy-zachód na zewnątrz robiło się coraz bardziej gorąco. Pilnowaliśmy, żeby wszystkie okna w wagonie były pozamykane, ponieważ w przeciwnym wypadku do środka momentalnie wpadało gorące powietrze z peronów. Tak więc polecam ten pociąg, ponieważ można dojechać w miarę wygodnie na sam półwysep.

W wakacje'00 wyjeżdżał z Polski w poniedziałek późnym wieczorem (w tej chwili piszę o stacji początkowej (Warszawa), ja natomiast wsiadałem w Lublinie już we wtorek po północy. Jeździ tylko w wakacje, w ciągu roku kursuje tylko do Kijowa. Dlatego, żeby dowiedzieć się czegoś bardziej szczegółowego najlepiej jest się dopytać na informacji międzynarodowej PKP, chociaż i tam czasami nie potrafią powiedzieć konkretów.

Wagony podzielone są na przedziały z czterema miejscami sypialnymi. Konduktorka pokazuje miejsca już na stacji. Przydziałowo dostaje się materac (okazało się, że był całkiem czysty), komplet pościeli, oraz ręcznik. Przedziały są zamykane od wewnątrz, jednak obsługa pociągu ma klucze, którymi otwiera przedziały np. w trakcie kontroli paszportowej w nocy, gdy pasażerowie śpią. Poza tym w pociągu jest raczej bezpiecznie i przyjemnie. Mniej więcej połowę podróżnych stanowią Polacy, dlatego bez problemu można dopytać o szczegóły. Czasami wymagane jest wypełnienie specjalnej deklaracji o przewożonych rzeczach. Jest tam m.in. zapytanie o broń, narkotyki itp. Z reguły jednak pasażerowie wyglądający na turystów zostawiani są w spokoju.

Śmierć faszyzmowi!

W pociągu można zrobić sobie świeża herbatę, ponieważ w każdym wagonie jest specjalne naczynie wyglądające jak wielki samowar, w którym znajduje się wrzątek. Podobno jest też wagon restauracyjny - ja go jednak nie widziałem i tym samym nie korzystałem. Na każdym dłuższym przystanku można kupić owoce, ryby, piwo, ciastka itp. Jedzenie tych produktów odbywa się jednak na własną odpowiedzialność. W wagonach nie ma specjalnie wyznaczonych palarni, dlatego jeśli ktoś chce zapalić papierosa musi wychodzić na koniec każdego wagonu, w przejście między wagonami. Tam jednak nie ma klimatyzacji, więc przebywanie w tym miejscu dłużej niż. pięć minut może źle się skończyć, tym bardziej, że nie można otworzyć okien i dym można kroić nożem.

Sama podróż nie jest ciekawa, ponieważ wzdłuż prawie całej trasy posądzone są drzewa, nie widać wiec żadnych krajobrazów. Dopiero pod koniec podróży, gdzieś koło Zaporoża wjeżdża się w rozlewisko Dniepru i przez ok. pól godziny jedzie się groblą, mając po obu stronach po horyzont wody Dniepru. Wjeżdżając natomiast na Półwysep Krymski warto zwrócić uwagę na wielki napis Krym, napisany oczywiście cyrylicą i kojarzący się z napisem Hollywood. Jeżeli mijane po drodze dworce kolejowe są zaniedbane i rozwalające się, to dworzec w Symferopolu stanowi ewenement. Jest olbrzymi i niedawno odnowiony, wokół dużo zieleni. Zaraz obok wyjścia na miasto znajduje się stacja trolejbusów. Można nimi dojechać do samej Jałty, oddalonej od Symferopola o ok. 70 km. Podróż jest jednak długa - do Jałty jechaliśmy ponad dwie godziny. Trolejbus zatrzymuje się na każdym przystanku. Jałta jest ostatnim przystankiem, dlatego nie trzeba się martwić, że nie wysiądziemy w odpowiednim miejscu. Z przystanku końcowego trolejbusów do centrum Jałty jest jeszcze kawałek, dlatego można dojechać trolejbusem komunikacji miejskiej (nie pamiętam już numeru), bądź tzw. marszrutką, czyli zwykłymi busami (wielkości Forda Transita). W wakacje'00 bilety po mieście kosztowały 30 kopiejek, czyli niecałe 30 groszy.

Od kilku dobrych miesięcy, napewno od grudnia 2003 nie ma już deklaracji celnych na samochód. Obecnie przy wjeździe na Ukraine straż graniczna sprawdza dowód rejestracyjny samochodu, wbija w paszport kierowcy pieczątkę "TZ" (transportni zasoby) i wpisuje markę i numer rejestracyjny pojazdu. Przy wyjeździe na pieczątce "TZ" przybijają "ANULOWANO" co oznacza, że dany pojazd "wrócił" z obszaru celnego Ukrainy. Wszystko to zastępuje dawną deklarację celną na samochód - mniej komplikacji, zero dokumentów do wypełniania. Osoby, które nie są właścicielami pojazdu powinny pamiętać o obowiązku posiadania notarialnie potwierdzonego dokumentu użyczenia samochodu, wraz z tłumaczeniem na jęz. ukraiński. Co do ceny benzyny... sporo podrożała, np. 95 kosztuje obecnie 2,90 UAH. 

[1.08.04] informacje otrzymałem od Tomka B.

Byłem w tym roku (lipiec) na Ukrainie samochodem. Na granicy: tam - 2,5 h, z powrotem 2 h. Bez chamstwa, ale i bez uprzejmości. Przekraczanie granicy wygląda w ten sposób, że podjeżdża się do pierwszej straży granicznej i cierpliwie czeka, aż wpuszczą. Otrzymuje się karteczkę z numerem rejestracyjnym samochodu i ilością osób w środku. Karteczka służy do zbierania pieczątek, puszczą dalej jeśli będą wszystkie. Potem straż graniczna drugiej strony i druga karteczka. Po stronie polskiej kontrola paszportowa i celna, po stronie ukraińskiej też tylko te dwie. Celnik ukraiński wystawił deklaracje celna na samochód, nie wiem czy zawsze, czy też dlatego, że samochód był prawie nowy. Podpisuje się zobowiązanie, że się ten samochód z Ukrainy wywiezie. Termin dostałem 2 miesiące. Żadnych opłat ekologicznych, ubezpieczeń itp. nie chcieli. 

Ubezpieczenie samochodu chyba nie jest obowiązkowe, policja przy kontroli sprawdzała prawo jazdy i rejestrację, ale do niczego się nie czepiali. Uwaga na posterunki przy większych miastach. Przed znakiem STOP należy wyraźnie przyhamować i jechać dalej, jeśli nikt nie pokazuje, żeby stanąć. Tankować najlepiej benzynę 98 ( 2,20 hr. ) lub 95 ( 2 hr. ) - prawdopodobnie odpowiadają naszej benzynie uniwersalnej - nadają się do każdego samochodu, także z katalizatorem. Nie wiem co to jest 95? Być może jeszcze ołowiowa.

Drogi są w miarę niezłe, szerokie ale pagórkowate, w miastach możliwe dziury, ruch minimalny, ilość szaleńców proporcjonalnie tak jak u nas. To co tam jeździ, to najczęściej muzeum motoryzacji, a od czasu do czasu całkiem niezłe pojazdy. W dużych miastach jak Lwów, kilka samochodów dziennie jest kradzionych, na prowincji jest bezpiecznie. Policjant, który mnie zatrzymał za przekroczenie prędkości (mają tam radary trochę inne niż u nas, mandat "do ręki" 20 hr.), ostrzegał (być może na wyrost), aby po ciemku zatrzymywać się tylko w oświetlonych miejscach z ludźmi. Drogi oznakowane źle, ilość znaków drogowych minimalna. Przy głównych trasach napisy także w alfabecie łacińskim, na bocznych drogach znajomość cyrylicy obowiązkowa. Konieczne jest posiadanie map w skali 1:200 000 i porównywanie z obiektami w terenie, ale uwaga na nowe drogi (obwodnice). Przy drogach zaczynają się pojawiać różne bary, można coś zjeść i wypić.

Zameldowanie chyba już nie jest konieczne, ludzie u których mieszkaliśmy dowiadywali się i usłyszeli, że nie trzeba nic robić.Jest co zobaczyć, ludzie są życzliwi, naprawdę warto pojechać.Ceny benzyny na Ukrainie sierpień 2002 [grupa dyskusyjna alt.pl.ukraina]

 Benzyna 95 od 1.90 Hr do 2.25 Hr na Krymie (gdzie jest najdrożej).Gaz od 1.00 Hr do 1.15; na Krymie gazu podobno nie ma.Gaz trzeba umieć szukać wypatrując cysterny z napisem "PROPAN-BUTAN". Ceny rosną im bardziej zbliżamy się do Krymu. Tankując gaz możemy być narażeni na pytanie o typ instalacji - w Polsce mamy instalację włoską czyli "italianska". 

SAMOCHODEM NA UKRAINĘ (informacje dostarczone przez Andrzeja Ronisza - aronisz@wp.pl)

Kwatery

do góry

Z zakwaterowaniem na Krymie nie ma raczej problemu. Mieszkańcy tamtej części Ukrainy w głównej mierze utrzymują się z turystyki, dlatego wykorzystują każdą możliwość dorobienia kilku dolarów. Najdroższa jest oczywiście sama Jałta. Wyjeżdżając poza jej granice można znaleźć nocleg tańszy nawet o połowę.

Ja nocowałem w prywatnym mieszkaniu, u sympatycznej starszej kobiety. Mieszkaliśmy w bloku, ok. 5-10 minut piechotą od plaży. Do dyspozycji mieliśmy cały pokój oraz balkon, na którym można nocować, ponieważ noce są tak ciepłe, że nawet przyjemniej jest spać na świeżym powietrzu, niż dusić się w pokoju. Właścicielka mieszkała razem z nami. Jednak często jest tak, że wynajmowane są całe mieszkania lub nawet domy. W takiej sytuacji najlepiej jest jechać większa grupa, bo koszty rozkładają się na śmiesznie niskie ceny.

Ja płaciłem 5 $ za dobę, co jest raczej wysoką ceną, biorąc pod uwagę fakt, że kilka kilometrów od centrum Jałty można było przespać się za 3 lub 4 dolary. Natomiast jeśli zakwaterowanie znajdowało się dalej od plaży, lub w malej miejscowości, ceny za noclegi spadały nawet do 2 dolarów. Z tego co wiem ceny kwater spadały im dalej posuwaliśmy się na zachód półwyspu, w stronę Sewastopola. Wprawdzie nie ma tam tak "kurortowego" klimatu, jak w okolicach Jałty oraz jest już trochę inny klimat (jest zimniej o kilka stopni i więcej pada), to jednak równie przyjemnie można wypocząć. Dodatkowym atutem są piaszczyste plaże, których nie ma w pobliżu Jałty. W każdym razie koło Sewastopola dziecko spało za pól dolara, czyli ok. 2 złote, co jest raczej suma nieosiągalna w tego typu miejscach wypoczynkowych.

Najbezpieczniej jest zarezerwować sobie miejsce już przed przyjazdem, żeby później nie martwić się o noclegi. Jednak jeśli nie ma się odpowiednich kontaktów, trudno namierzyć jest przyzwoita kwaterę. Nie trzeba jednak się martwić, bo na głównym deptaku Jałty stoi dużo ludzi oferujących przeróżne kwatery w mniej lub bardziej sensownych cenach. Można się oczywiście targować, co jest raczej wskazane, ponieważ ceny przez nich oferowane nie należą do najniższych. Nie orientuje się natomiast jak sprawa noclegów nazwijmy je spontanicznych wygląda bliżej Sewastopola. Rozmawiałem z grupa Polaków mieszkających właśnie w tamtych rejonach, i dowiedziałem się tylko, ze ceny są niskie, a ze znalezieniem noclegu też nie ma problemu.

Z okna kwatery

Jeśli chodzi o pola namiotowe, to ich po prostu nie ma. Żaden dom wczasowy nie prowadzi specjalnych miejsc, w których można byłoby się bezpiecznie rozbić. Wydaje mi się, że wzbudziłoby to dość duże zdumienie. Któregoś dnia płynąc statkiem wzdłuż tzw. Wielkiej Jałty widzieliśmy dwa namioty rozbite na skalistym wybrzeżu - "na dziko". Jednak idąc na kilka dni w góry krymskie nieuniknione jest spanie w namiotach. Niewiele osób tak robi, a więc ten rodzaj noclegu staje się mniej bezpieczny.
Oczywiście pozostają jeszcze ekskluzywne hotele w centrum Jałty, zaraz przy głównym deptaku, tzw. Nabierieznoje, w których doba kosztuje ok. 100 $. Nie mogę nic na ten temat powiedzieć, ponieważ nawet do nich nie wchodziłem.

We Lwowie jest już o wiele mniej miejsc do zatrzymania się. Przede wszystkim są hotele. Niestety nie znam cen za noc. W centrum jednak działa Towarzystwo Lwowskie, założone przez miłośników Lwowa i Kresów Wschodnich. Maja oni adresy rodzin, które są w stanie przenocować turystów za niewielka odpłatnością ok. 5 dolarów. Dość dużym mankamentem ukraińskich kwater jest brak wody. W Jałcie wody nie było od 21 do 6 rano, nie było więc to tak bardzo uciążliwe, we Lwowie jednak woda była tylko przez trzy godziny od 6 do 9 rano i od 18 do 21 wieczorem. Nie jest to jednak reguła, że akurat w tych godzinach nie ma wody. Zależy to przede wszystkim od miejsca gdzie znajduje się kwatera. I tak w centrum Jałty brakowało wody w godzinach jak wcześniej wskazałem, natomiast w oddalonej o zaledwie 10 km. Massandrze woda zimna była przez cala dobę, brakowało tylko czasami cieplej. We Lwowie z kolei w oddalonym o 200 m Mcdonald's-ie woda była cały czas, dlatego chodziliśmy tam na poranna toaletę.

Ostatnim etapem naszej podróży były Karpaty Ukraińskie, a dokładniej Czarnohora i Gorgany. W samych górach nie ma co liczyć na jakąkolwiek możliwość noclegu w schronisku, bacówce itp. Natomiast w nielicznych wioskach u podnóża gór przenocować można w chatach, czego raczej bym nie radził. Oczywiście zdarzają się miejscowości nastawione na turystykę i oferujące całkiem przyzwoite miejsca noclegowe, jednak na wszelki wypadek należy mieć ze sobą dobry namiot i ciepły śpiwór. Tym bardziej, że wychodząc w góry trzeba pamiętać, ze następną osadę można spotkać dopiero za kilka dni. Ostatnią noc spaliśmy w niewielkiej miejscowości na zachodnim końcu Czarnohory - Jasini. Akurat tam znajdowały się dwa, albo trzy domy wczasowe, w których i tak nie było miejsc, dlatego zatrzymaliśmy się w prywatnych kwaterach, całkiem przyzwoitych i wygodnych. Za nocleg płaciliśmy po trzy dolary za dobę od osoby. W takich miejscowościach należy po prosty zapytać tamtejszych mieszkańców o ewentualna możliwość noclegu. Tak więc od czasu do czasu można trafić na jakąś większą miejscowość z całkiem przyzwoitą bazą noclegowo-wypoczynkową. W Jasini np. była poczta, bazar, sklep całodobowy i do późna otwarta knajpa z bardzo dobrym i tanim jedzeniem. Nic na temat innych rejonów Karpat nie mogę powiedzieć. Wiem, że idąc w Gorgany trzeba się naprawdę bardzo dobrze przygotować, bo są to tereny dzikie i raczej nie zamieszkałe, dlatego trzeba zdać się na siebie i nie liczyć na ewentualna ciepłą kąpiel po kilku dniach wędrówki w kosodrzewinie.

Bezpieczeństwo

do góry

Wiele osób, decydując się na wyjazd ma jednak pewne wątpliwości. Otóż Ukraina uważana jest za kraj niebezpieczny i nieprzyjazny turystom, gdzie bardzo prosto pozbyć się jeśli nie życia, to przynajmniej mienia. Nasi znajomi i rodzice odradzali nam tego wyjazdu, uważając, że jest to dziki kraj, opanowany przez mafie itd. itp. Odradzali, to mało powiedziane - byli bardzo negatywnie nastawieni do tej podróży... My jednak na przekór pojechaliśmy i, o dziwo, wróciliśmy cali i zdrowi, a byliśmy na Ukrainie całe trzy tygodnie. No może trochę szczuplejsi i bardziej zmęczeni.

Wszystkie opowieści o złych Ukraińcach i jeszcze gorszej mafii okazały bardzo przerysowane i powodujące przede wszystkim nieuzasadniony strach przed wyjazdem na Ukrainę i zwiedzeniem tego pięknego kraju. Rzeczą normalna jest zachowanie podstawowych środków ostrożności, których niezachowanie także w Polsce, w Niemczech, w Anglii, czy we Francji może narazić nas na niepotrzebne nieprzyjemności. A wiec schowanie pieniędzy i dokumentów, oraz innych wartościowych rzeczy (ale kto wozi ze sobą wartościowe rzeczy?) w bezpieczne i nie rzucające się w oczy miejsce. Najlepiej, żeby była to specjalna torebeczka, zawieszona np. na szyi, czy przy pasie. Po drugie większe kwoty pieniędzy nie powinno wozić się razem na wypadek "ataku" kieszonkowców. Poza tym dobrze mięć drobne pieniądze przy sobie, ponieważ może się zdarzyć, ze trzeba uiścić jakąś dodatkowa opłatę, dopłatę, nadpłatę, lub po prostu należy komuś dać "w łapę".

Jałta

Poza tym, jeśli idziemy np. w środku nocy w centrum jakiegoś miasta i wyśpiewujemy pijackie serenady (nie daj Boże "Hej, sokoły!"), to nie dziwmy się, ze ktoś się do nas przyczepi. Podczas podróży z Symferopola do Lwowa wsiadł do pociągu - mniej więcej w połowie drogi - pewien podpity pan około 35 lat. Zmierzył nas wzrokiem i za jakiś czas zaczął się nas zawzięcie pytać skąd jesteśmy i co ty robimy. My odpowiadaliśmy mu grzecznie, że jesteśmy z Polski i przyjechaliśmy zobaczyć Ukrainę. On nam jednak nie chciał wierzyć. Nie przychodziło mu do głowy, że możemy przyjechać na Ukrainę na wakacje. Po mniej więcej godzinie dał sobie spokój i poszedł spać. Jednak tego typu kontakty zdarzyły nam się dwa, może trzy razy w ciągu całego pobytu.

Należy jeszcze wspomnieć o różnicy jaka zauważyliśmy po przyjeździe z Krymu do Lwowa. Są to wg nas dwa różne światy, mimo tego, że znajdują się w jednym kraju. Krym (a dokładniej Jałta) jest po prostu jednym wielkim kurortem. Zjeżdżają tam bogaci ludzie z całej Ukrainy i Rosji. Po drogach jeżdżą niemieckie limuzyny, a po deptakach spacerują piękne panie w firmowych strojach. Całą noc ktoś się "kręci" po ulicach i wracając późną nocą do mieszkania nie mieliśmy stracha, że zaraz ktoś nas napadnie i zabije. Żebym nie został źle zrozumiany, ja nie namawiam do samotnych spacerów po ciemnych uliczkach miast i miasteczek Ukrainy - opisuje tylko własne spostrzeżenia. Jeśli natomiast chodzi o Góry Krymskie, to sprawa jest inna, ponieważ widok turystów nocujących pod namiotami nie jest widokiem codziennym, więc właścicielka mieszkania i inni ludzie odradzali nam tego typu atrakcji, na rzecz prywatnych kwater. Natomiast już we Lwowie sytuacja zmienia się całkowicie. Już na początku spędziliśmy kilka godzin w nocy na dworcu kolejowym i nie były to miłe chwile. Nocujący tam bezdomni dziwnie na nas patrzyli, my jednak zachowywaliśmy się tak, jakby nic nadzwyczajnego się nie stało i tak przeczekaliśmy do rana. Różnice, o których wspomniałem wcześniej są spowodowane przede wszystkim tym, ze mieszkańcy Lwowa są o wiele biedniejsi. Widok bezdomnego, żebraka, czy małych dzieci czepiających się na każdym kroku, nie był raczej spotykany w Jałcie, natomiast we Lwowie był na porządku dziennym. Dlatego trzeba było zachować większą uwagę, nie pokazywać pieniędzy i unikać towarzystwa podejrzanie wyglądających panów.

Formalności

do góry

Z tymi wszystkimi formalnościami to bywa różnie... A przecież jest to ważna sprawa, bo jak np. nie bedziecie mieć jakiegoś papierka na granicy, to moga Was nie wpuścić i cała wyprawa w najlepszym razie może się przeciągnąć. Jeszcze do niedawna przkraczając granice polsko-ukraińską musieliśmy zapłacić ubezpieczenie zdrowotne (jak zwał, tak zwał), a poźniej, będąc już na Ukrainie należało sie zameldować (gdy w jednym miejscu spędzało się co najmniej 3 doby). To ubezpieczenie może nie było wielkim kłopotem, bo tak naprawdę były to groszowe sprawy. Natomiast meldunek był, delikatnie mówiąc, upierdliwy. Ja, po przyjeździe do Jałty musiałem iść do komisariatu milicji, wypełnić papiery, zostawić paszport i po kilku dniach odebrać go z pięknym, napisanym cyrylicą meldunkiem.

Meldunek

Jednak (gorące dzięki Internautom, którzy zwrócili mi uwagę) w tym momencie oficjalnie nie trzeba sie ubezpieczać na granicy, a na miejscu nie trzeba się meldować.